Jesteś gościem:

Była mroźna noc. Feliks i Klara przycupnęli na starym materacu w piwnicy. Oboje próbowali ogrzać się wzajemnie. Próby wydostania się z pomieszczenia były nadaremne. Ktoś od zewnątrz zamknął okno i zamontował kraty, a na drzwiach zawisła kłódka. Ze starego kranu nad piwnicznym zlewem kropla za kroplą spadała woda. Ten monotonny dźwięk był nie do zniesienia. Ale była to szansa przeżycia. Feliks i Klara tkwili tu już kilka dni. Zwabiła ich tam złudna nadzieja ciepła. Ale piwnica była nie ogrzewana. Klara była w ciąży i z coraz większym przerażeniem patrzyła w przyszłość. Feliks usiłował ja pocieszyć. Ale nie mógł wiele zrobić. A ona miała coraz mniej sił. Poddawała się coraz bardziej. Aby jakoś jej ulżyć kocur mruczał jej do ucha. A ona na chwile zapominała o sytuacji w jakiej oboje się znaleźli.
Nagle kotce drgnęło ucho, Feliks przestał mruczeć. Przy murze dał się słyszeć cichy szmer. To mysz - pomyśleli oboje w jednej chwili. Jeśli się uda będą mieli szansę. Ukradną światu jeszcze kilka godzin.
Feliks zakradł się do ofiary po cichu. Tylko koniuszek ogona drgał mu w ciemności. Przez chwilę oceniał sytuację by po chwili wykonać jeden celny skok. A więc tej nocy głód ich nie zabije.
Po smakowitej choć skąpej kolacji na chwile oboje zapadli w sen. Z oddali słychać było tylko ciche mruczanki. Oba koty śniły sen o lepszych czasach. Ciepłych wiosennych dniach, kocich włóczęgach, polowaniu i pełnych żołądkach. W śnie Klary pojawiła się ciepła i miękka dłoń opiekunki, która głaszcze jej czarne futerko, palce lekko drapiące za uszkiem. Znowu poczuła ciepło kolan, zapach ryby w czystej misce. Wędrowała po zakamarkach dawnego domu. W łazience znowu stoi jej kuweta z czystym żwirkiem. A w słonecznym pokoju, na parapecie kolorowa i miękka poduszka. Jej poduszka... Nagle, we śnie usłyszała krzyk, to dziecko opiekunów. Cos woła, cos ciągnie za ogon, trzaskają drzwi, robi się zimno, jest głodna. Pada śnieg, a ona stoi na wycieraczce przed drzwiami domu, który pachnie tak znajomo. Znowu uścisk na karku, samochód, las, śnieg i głód. Obrazy pojawiają się szybko. Kotka czuje nagły skurcz w żołądku. Nie jest przyzwyczajona do posiłków nie odartych z futra.
Gwałtownie się budzi, rozgląda. Obok niej cicho pomrukując śpi Feliks. Tez chyba cos śni. Klara przypomina sobie gdzie jest. Wtula się mocniej w kocura. On jest ciepły.
Klara leży długo. W jej wnętrzu cos się porusza. Kotka wie, że dzień rozwiązania jest bliski. Czy dożyje?
Przed świtem zasypia ponownie. Uśpiło ją mruczenie Feliksa. Kocur nie śni. Już dawno wyzbył się snów. W nich pojawiało się zawsze to samo. Ból poparzonej skóry, krzyki dzieciaków, kamień, który uderzył go w łapę i niemy krzyk unieruchomionych towarzyszy. Nie, to nie byli jego bracia. Z jego głowy nie wystają dziwne druty, jego oczy są bursztynowe, nie mgliste.
Feliks nie chce śnić o bólu, strachu i głodzie. Nauczył się pokonywać to mruczeniem. Nie, Feliks już nie śni.
Koty wtulone w siebie ogrzewały się wzajemnie. Jakaś nadzieja w sercu została. Feliks wie, że Klara może nie przeżyć. Wie co się z nią dzieje, a gryzoni jest tu za mało by wykarmić ich oboje i dzieci. Zresztą myszy już wyczuły niebezpieczeństwo. Nie przychodzą tu. Ta jedna, to była młoda i niedoświadczona mysz. Te większe nie przyjdą. Kot to wiedział ale okłamywał Klarę. Ona do tej pory nie znała słowa lęk, strach, głód. Nie chciał pozbawiać jej złudzeń.
Feliksa obudził ruch za zakratowanym oknem. To ludzie w wielkich samochodach zabierają śmieci. Zrobiło się chłodniej. Niedługo zrobi się dzień. Może ktoś otworzy piwnicę i będą znowu wolne? Jak kiedyś...
Klarę obudził ostry ból. Feliksa nie było.
Przestał zwracać uwagę na Klarę. Wiedział, że kobiety jego gatunku nie lubią świadków. Wolą rodzić w samotności. Zawsze sobie radzą. Poza tym nie chciał ryzykować. Klara teraz mogła mu nieźle poturbować pyszczek pazurami.
Feliks do wieczora drapał te przeklęta szybę. Już dawno zrozumiał, że nic z tego drapania nie będzie ale nie chciał przeszkadzać Klarze. Było ich już sześcioro. Kotka urodziła cztery zdrowe maluchy. Teraz się nimi zajmowała i nie chciał się do tego mieszać. Jak skończy sama go zawoła. Nie czekał zresztą długo.
Odwrócił się. Z okna, przy słabym świetle, nie widział dobrze kociaków. Raczej je słyszał i wyczuwał. Ale patrzył na Klarę. Jakaż teraz była piękna. Tak dumna i wyniosła. Tak, ona miała w sobie arystokratyczną krew. Teraz to widział. Nie zauważył wcześniej, choć miała nieco dłuższe futro.
Zeskoczył z okna. Powoli i spokojnie podszedł do niej. Powąchał maluchy. Były takie śmieszne. Ciepłe i bezbronne. Mógł je zapić jednym uderzeniem łapy. Przynajmniej by nie cierpiały. Ale popatrzył w oczy Klary. Była taka szczęśliwa, dumna. Jeszcze miała pokarm. A te małe były całkiem nieświadome obecnej sytuacji.
"Jeszcze nie" pomyślał. "Niech się cieszy". Ale wiedział, że jeśli nie zdarzy się cud będzie musiał ich zabić. Oszczędzić cierpień.
Następnego ranka obudziły go ciche piski. To maleństwa Klary znowu chciały jeść. Feliks podniósł się z posłania. Kotka już nie spała. Karmiła młode, ucząc się ich mruczenia.
Pewnego jesiennego popołudnia spotkałem człowieka. Był miły, dał mi rybę. Ale kiedy ją jadłem... - Feliks zamilkł. Klara spod przymkniętych powiek dostrzegła skurcz bólu na jego pyszczku. - Znalazłem się w białym i czystym pomieszczeniu. Wokół było wiele klatek, a w nich mieszkały podobne do nas istoty. Ale nie mówiły, a z ich głów wystawały druty. A ich oczy.... Klaro, ich oczy krzyczały strachem i bólem. Były mętne.
Ja też byłem w klatce. Przyszedł człowiek w białym kitlu. Robił mi zastrzyki, oglądał futro. Ten sam człowiek, który dał mi rybę. Potem pochylał się nad czymś i kiwał głową. Chyba był zły.
Dwa dni później usłyszałem jak któryś z ludzi mówi; "Nie nadaje się, jest chory i osłabiony. Znajdziemy innego". A potem znowu było słońce i śpiew ptaków. Byłem wolny. Nie zwracałem jednak na to uwagi. Biegłem przed siebie. Byle dalej od laboratorium.
Kocur nie powiedział jej wszystkiego. Nie chciał. Może sam bał się tych wspomnień. Klara, ta piękna kotka, nie powinna wiedzieć jak to jest kiedy dzieci rzucają w ciebie kamieniami, szczują psami. Nie powiedział jej jaki ból czuł gdy kilku chłopców oblało go śmierdząca cieczą i podpaliło. Do dziś ma blizny. Wtedy uratowała go jakaś dziewczyna. Rzuciła na niego kurtkę i ugasiła ogień. Ale ból został.
Nie chciał jej mówić jak to jest kiedy dla szalonej zabawy złamano mu ogon, jak się czuje głód i zimno. Po co miał opowiadać jak smakują resztki zgniłego jedzenia w śmietniku. Nie, nie powie jej tego.
A i Klara nie chciał mu opowiadać o strachu w lesie, szukaniu drogi do domu, poranionych na ostrych kamieniach łapach.
Na chwile na obu kocich pyszczkach pojawił się smutek, a koniuszki ich ogonów nerwowo tańczyły, w gorę i w dół.
Zapadła wieczór. Może uda się im przeżyć jeszcze kilka godzin. Klara zajęła się pielęgnacja młodych kociąt. Feliks zwinął się na zimnym betonie pod zlewem. Kapiąca woda jak echo dudniła w jego głowie. Był jednak zbyt wyczerpany i zaraz zasnął słysząc tylko dudnienie: kap, kap, kap...
Pani Agata była żona gospodarza domu. Zawsze uśmiechnięta, miłą dobre słowo dla wszystkich mieszkańców kamienicy. Oni zaś dobrze wiedzieli, że to właśnie ona była faktycznym dozorca w domu.
Pan Kazio, jej mąż, choć miły i uczynny, zawsze był nieco rozkojarzony. To właśnie Pani Agata pilnowała by sprawdził żarówki na klatce schodowej, nie zapomniał odśnieżyć podejścia, sprawdzić instalacji czy ogrzewania.
Już od kilku dni napominała męża by wystawił w piwnicy łapki na gryzonie. Mieszkańcy się skarżą, że znajdują wiele śladów działalności szkodników. A Pani Irenka? Ta miła starsza pani, gotowa się na śmierć wystraszyć myszy.
Tego poranka postanowiła nie odpuścić mężowi. Pan Kazio chcąc nie chcąc zszedł do piwnicy
Feliksa i Klarę obudził nagły hałas. Dochodził od strony drzwi. Kocur skoczył pomiędzy kotkę i wejście. Postanowił jej bronić. Ona zaś ciaśniej otuliła ogonem swoje młode. Poczuła zapach człowieka, a z nim zapach nadziei.
Pan Kazio złapał żonę za rękę i pociągnął za sobą. Powolutku uchylił drzwi od jednego z piwnicznych pomieszczeń. Pani Agata zmrużyła oczy. W kącie na jakichś szmatach stał kot, a obok leżał drugi. Po chwili dostrzegła też młode.
Feliks nie zasnął od razu. Jego ogon nerwowo się poruszał. Kot nie wiedział co ma robić. Czy uciekać póki drzwi są otwarte czy zostać. Nie chciał zostawiać Klary ale bał się ludzi. Jednak ciepło bijące od pieca, syty posiłek i wcześniejsze stresy zmogły kota. Po chwili i on zasnął.
Tymczasem na klatce schodowej w kamienicy nr 13, przy ul. Św. Franciszka wrzało. Pani Agata zwołała wszystkich mieszkańców. Rozgorzała dyskusja co zrobić z kotami. Gospodyni chętnie przygarnęłaby je do siebie, ale niestety jej pies Frodo nie przepadał za kocim towarzystwem. Wszyscy zgodnie twierdzili, że wyrzucić nie wolno. Ale tez nikt się nie kwapił do zabrania kotów pod swój dach.
Debata byłą długa aż w końcu Pani Irena, samotna starsza pani spod 3 postanowiła przygarnąć kocice z młodymi. Ale co z drugim kotem?
W końcu za sprawa Pani Agaty i Pana Kazia ustalono co następuje:
Wszystkie postanowienia zostały spisane na kartce, a Pan Kazio jako gospodarz domu złożył pod dokumentem swój podpis. Pani Irenie obiecano tez pomóc finansowo w wykarmieniu młodych kociąt i znalezieniu im nowego domu.
I tak od tej pory zaczęto dokarmiać koty (Feliks przyprowadził już swoich braci z całej okolicy). Każdy pilnował swoich dyżurów karmienia i nawet pani Agata nie musiała nikomu o tym przypominać.
Ale mieszkańcy zauważyli też, że koty czasami są jakieś nie swoje.
Nie biegną do nich, nie łaszą się. A jedyne ślady ich bytowania w kamienicy to puste miski z mlekiem. Nikt nie wiedział czemu koty nie pozwalają się głaskać, uciekają przed opiekunami.
Pewnego dnia, wczesna wiosna do kamienicy przy ul. Św. Franciszka zawitała nowa lokatorka. Była to sympatyczna młoda dziewczyna, która przyjechała za praca do miasta i zamieszkała ze swoją ciocią pani Irenka. Ania, bo tak miała na imię nowa lokatorka była osoba pełną energii, kochająca życie, a co najważniejsze wielka miłośniczką kotów. Dlatego chętnie przyłączyła się do mieszkańców i opiekowała kotami.
Ania dobrze znała się na kocich upodobaniach więc szybko zabrała się za reformowanie systemu opieki nad kotami:
Ania tak długo przekonywała mieszkańców, że w końcu przystali na jej reformy i ustanowili, że to właśnie ona będzie zajmować się kotami. Przy okazji Ania została skarbnikiem - do niej wpływały pieniądze na utrzymanie kotów w wyznaczonej odgórnie kwocie. Każdego pierwszego dnia miesiąca mieszkańcy przynosili Ani odliczona kwotę, a co zamożniejsi także zapasy żywnościowe dla kotów.
Ania tez rozpoczęła edukację mieszkańców w kwestiach opieki nad kotami. Swoje lekcje rozpoczęła od obalenia wielu mitów związanych z takimi rzeczami jak np. to, że koty lubią mleko
Ania obalała tez inne mity związane z kotami, jak choćby to, że są fałszywe, że zawsze spadają na cztery łapy, i wiele wiele innych. I dzięki temu jakiś czas potem każdy z mieszkańców kamienicy nr 13 był znawca kociej diety, kocich zachowań i przyzwyczajeń. Jednym słowem wiedział to co o kotach każdy człowiek wiedzieć powinien.
A co w tym czasie działo się z naszą dwójką bohaterów?
Klara znowu ma swoją kolorową poduszkę na parapecie okna, a Pani Irena zrobiła się radosna i nie czuje się taka samotna jak kiedyś. W dodatku obie maja Anie, która zawsze wie co kotu i cioci potrzeba. Kociaki Klary zostały zaszczepione, a kiedy podrosły każde z nich znalazło wspaniały dom.
A Feliks? Przekonał się, że nie każdy człowiek jest zły. Dalej jednak pozostał dzikim włóczęgą ale zawsze wracał do pudełka w kotłowni. Wiedział, ze znajdzie tam smaczny posiłek wódę w miseczce i czysty żwirek w kuwecie. Poznał też co to znaczy być pieszczonym. Po kilku tygodniach, wyleczony, zaszczepiony i co prawda pozbawiony męskiej dumy, to jednak szczęśliwy Feliks sprowadził do kamienicy swoich braci i siostry. A oni swoich.
I każdy z nich już nie musiał obawiać się głodu, bólu i choroby.
A mieszkańcy kamienic cieszyli się z kocich mruczanek na dobranoc, radosnego ocierania się o nogi na powitanie.
Byli dumni ze swoich podopiecznych i mówili o nich zawsze: NASZE KOTY.
A nasze koty kochały ich wszystkich choć najbardziej Anię, która każdego ranka i wieczora przynosiła im jedzenie, wymieniała wodę w miskach i czyściła kuwety. Od innych trzymały się w bezpiecznej odległości choć czasem dały się pogłaskać. One i tak wiedziały, że bezpieczeństwo zapewniają im wszyscy lokatorzy. Ale jak to z kotami bywa chadzały własnymi ścieżkami.
A Ty - czy zaglądasz czasem do swojej piwnicy?
Agnieszka Cupak
Na zdjęciach koty ze schroniska Koci Azyl.
(c) by Małgorzata Jaskłowska 2000.